15 49.0138 8.38624 arrow 0 arrow 1 5000 1 0 horizontal http://www.egaga.pl 300 4000
Jesteśmy blisko dzieci

Czy dobry ojciec to szczęśliwy mąż?

Joanna Weyna-Szczepańska
10 lipca 2015

O tym czy dobry ojciec to szczęśliwy mąż, o ojcowskim wyzwaniu, jakim jest nastoletnia córka, opowiada Psycholog Jacek Santorski.

JWS: Dlaczego boimy się nastolatków?

JS:Nie ich się boimy, ale własnej bezradności. Braku wiedzy i umiejętności. Intuicyjnie wiemy, że dorastające dziecko to nowe rodzicielskie wyzwanie. Niestety, często jesteśmy zbyt leniwi, aby mu sprostać. Dobrze nam w skórze rodzica – mentora i autorytetu. W roli matki czy ojca, który zawsze ma rację. Tymczasem, dorastające dziecko wymusza na nas zmianę postaw i zachowań. Prowokuje, rzuca wyzwanie, detronizuje. Może też się od nas boleśnie oddalić, zignorować. W naszej dotychczasowej relacji z dzieckiem pojawia się zamęt. Nie rozumiemy go. Buntujemy się. Tu tkwi źródło lęku, a nie w „tym strasznym nastolatku”.

JWS: Jak oswoić w sobie ten lęk? Obłożyć się poradnikami?

JS: I po nie warto sięgać. Np. „Jak mówić, żeby nastolatki nas słuchały. Jak słuchać, żeby z nami rozmawiały” Adele Faber

i Elaine Mazlish.Prawdę powiedziawszy, nie ma patentu na idealną relację z partnerem czy z dzieckiem. Ale na tym polega dojrzałość rodzica, że chce iść w sukurs potrzebom dziecka na każdym etapie jego rozwoju, w tym okresu pokwitania. Trzeba być bardzo naiwnym człowiekiem, odrzucając od siebie myśl, że ta słodka dziewczynka czy rezolutny chłopczyk za chwilę będzie pryszczatym młodzieńcem i piersiastą dziewczyną. To wciąż nasze dzieci, tylko inne. Wciąż jesteśmy ich rodzicami i wciąż nas potrzebują, ale inaczej.

JWS: Jak radzić sobie z budzącą się seksualnością naszych dzieci? Zwłaszcza ojcowie mają z tym problem. Dojrzewająca córka bywa dla nich ogromnym wyzwaniem.

JS: Dlaczego mamy sobie z tym radzić? W ten sposób stawiane pytanie powoduje, że z góry zakładamy problematyczną sytuację. Tymczasem seksualność człowieka jest pięknym darem Stwórcy. Skoro dzieci wchodzą w ten etap rozwoju, akceptujmy go i cieszmy się nim! W relacji ojca i dorastającej dziewczyny ważne jest, aby pozwolić jej dojrzewać bez poczucia odrzucenia czy uwodzenia. To skrajne formy zachowań, i wtedy, faktycznie, mamy problem. Weźmy pod lupę np. ojca, który nie umie zaakceptować budzącej się seksualności córki, jej kobiecych kształtów, miesiączki, nowego, nierzadko wyzywającego sposobu ubierania. Tęskni za dawną, bezpretensjonalną dziewczynką, którą mógł brać na kolana. Czuł wtedy ciepło na sercu, miłość. Teraz pojawiły się nowe emocje; niepokój, irytacja, a nawet gniew. Córka, na jego oczach, staje się obiektem pożądania. Rozdrażnia go to. Nie wie, jak sobie poradzić z własnym popędem. Wystarczy iskra, błahy powód, aby wybuchła awantura. Zbyt ostry makijaż u dziewczyny, zbyt krótka spódniczka i już jest pole do wymiany obraźliwych słów, podniesionego głosu, uderzenia w twarz… Tylko nie córkę dosięga to uderzenie, ale ojca. Bije w twarz własną seksualność, którą usiłuje stłumić wobec seksualności córki. Metodą, aby się przed tym zamętem obronić, staje się odrzucenie. „Rób, co chcesz” – myśli lub mówi ojciec. „Bo to, co robisz, kim się stajesz, i tak mi się nie podoba…”. Co wtedy czuje córka? Odpowiada pięknym za nadobne. Przepełnia ją dokładnie to samo: irytacja, dezorientacja, rozgniewanie. Ojciec staje się starym ramolem, dinozaurem, który nie rozumie jej świata. Mało tego – głęboko ją zranił, bo wcześniej kochał, a teraz nie. W dorosłym życiu może tę wściekłość wyrażać wobec partnerów. Uwodząc ich, a potem poniżając.

JWS: A kiedy ojciec zaczyna uwodzić swoją córkę?

JS: To delikatna i skomplikowana psychologicznie sytuacja. Bo nie chodzi zaraz o przemoc seksualną. Ona wcale nie musi wystąpić. Uwodzenie pojawia się, gdy ojciec nadmiernie hołubi swoją córkę. Staje się ona dla niego obiektem nieustannych zachwytów, wyróżnia ją spośród innych dzieci, wyraźnie podkreśla, że jest „córeczką tatusia”. Zdarza się, że w dyskretny sposób ingeruje w jej osobiste wybory. Nieustannie podpowiada, jak powinna się ubierać, w jakiej fryzurze jej do twarzy, z jakim kolegą warto wybrać się na randkę, jak najlepiej spędzić weekend z przyjaciółmi. Staje się powiernikiem jej sekretów. Córce może to imponować. Czując się tak silnie wyróżniona, chce sprostać oczekiwaniom taty. Ubiera się dla niego w błękitną sukienkę, spędza z nim czas w kawiarni, snują plany na przyszłość. To niebezpieczne przywiązanie. Nie otwiera dziewczyny na świat. Zamiast ruszyć własną drogą, chce wziąć tatę pod rękę i wejść w swoją dorosłość razem z nim. Nie róbmy tego naszym dzieciom!

JWS: Dlaczego ojcowie dziewcząt wpadają w pułapkę takich zachowań?

JS: Mówiłem o tym na początku. Często z niewiedzy, nierzadko z lęku przed nieznanym albo ze zwykłego lenistwa. Tak jest im po prostu wygodniej. Musimy jednak pamiętać, że między tymi skrajnościami jest środek. A w nim zwykli ojcowie z sąsiedztwa, lepsi i gorsi. Mający lepsze i gorsze relacje ze swymi żonami. A wspominam o tych ostatnich dlatego, że od  jakości relacji z nimi w dużej mierze zależy jakość relacji z dziećmi, w tym z dziećmi dorastającymi.

JWS: Nie można być dobrym ojcem, nie będąc dobrym mężem?

JS: Powiem inaczej; trudno być dobrym, uważnym i zaangażowanym rodzicem, mając spaprane relacje z partnerem lub partnerką. Ojciec tkwiący w niezaspokojonym emocjonalnie i seksualnie związku z własną żoną może obarczyć córkę nadmierną czułostkowością i uwagą. Chce od niej rekompensaty za poczucie osamotnienia. Może też przerzucić wzorzec zachowań praktykowany wobec dorosłej żony na dorastającą już córkę. Na przykład obcesowe, agresywne zachowanie. Nieumiejętność komunikowania się, rozmawiania na trudne tematy, rozwiązywania konfliktów. Dojrzały, zdrowy związek między rodzicami jest dla dziecka jak dobrze zaopatrzone zaplecze. Dziecko znajdzie w nim ukojenie oraz źródło wsparcia i bezpieczeństwa. Będzie z niego czerpać przez całe życie w odpowiednich dla siebie momentach. Zaburzona relacja między matką a ojcem zawsze w jakiś sposób dziecko obciąża. Następuje odwrócenie sytuacji. To nie dziecko i jego rozwój, ale nasze notorycznie powikłane małżeństwo staje się centrum uwagi dorosłych i zarzewiem wszelkich rodzinnych emocji.

JWS: Powiem Panu szczerze, że nie znam za wiele dojrzałych, pięknych małżeństw. Każda rodzina pierze jakieś swoje brudactwa. Nie oszukujmy się ...

JS: Też tak myślałem, dopóki po 25 latach nie porzuciłem psychoterapii (śmiech). A tak na poważnie, poczułem swego rodzaju ulgę, odrywając się od wewnętrznych ludzkich i międzyludzkich dramatów. Przez wiele lat miałem do czynienia z głębokim, ludzkim egotyzmem, który – co tu kryć – zamyka nas na piękno i bogactwo tego świata. Nie chcę teraz – broń Boże! – umniejszać roli psychoterapii! To bardzo ważne, aby człowiek dążył do uporządkowania swojego wnętrza, swoich emocji. Aby uporał się z traumami, które ważą na jego egzystencji. Uczulam tylko na to, by nie przekombinować. Są inne, prostsze i niezwykle uzdrowieńcze dla nas drogi; przestańmy nadmiernie skupiać się na sobie, otwórzmy się na potrzeby człowieka obok, pobudzajmy się do wdzięczności. To pozwoli nam spojrzeć na wiele spraw z dystansu, z szerszej perspektywy, uzdrowi i nas, i poprawi nasze relacje z bliskimi.

JWS: Kim powinien być ojciec dla dorastającej dziewczyny?

JS: Źródłem siły i wsparcia. Przyjacielem zawsze gotowym do pomocy, starszym bratem… Nie musi być autorytetem i ideałem. Dzieci kochają nasze ułomności, bo dzięki nim widzą, że wszyscy jesteśmy z tej samej gliny. Wygrywamy, kiedy pokazujemy im, że potrafimy z nimi żyć, że akceptujemy życie w całej rozciągłości, również z jego niedoskonałościami. Czasem wydajemy im walkę. Dzieci nie znoszą natomiast zakłamania i mentorstwa. Od razu wyczują, kiedy je odrzucamy, nie pochwalamy, nie akceptujemy, oceniamy czy okłamujemy. Zwłaszcza przeczulone na swym punkcie są nastolatki (śmiech). Z pokorą przyjmujemy rolę drugoplanową, bo mniej więcej od 11., 12. roku życia dziecka to nie my, ale grupa rówieśnicza odgrywa w jego codzienności pierwszoplanową rolę. Nasz rodzinny statek zapełnia się krzykliwymi małolatami, których obecność musimy uszanować. Jednak to my, rodzice, wciąż panujemy nad sterem i prowadzimy go przez wzburzone morze. To my pozostajemy kapitanami.

JWS: A co wygrywa młoda kobieta wychowana przez dojrzałego, mądrego ojca?

JS: Pewność siebie, zdrową świadomość swojej kobiecości, umiejętność budowania dobrych relacji z mężczyznami. To, oczywiście, nie jest złota reguła, cudowny patent, bo – o czym już wspominałem – takich nie ma, ale uważność rodzica na dziecko, zaangażowanie w jego sprawy oraz częste, serdeczne rozmowy z wyczuciem i na każdy temat na pewno wydadzą dobre owoce.

JWS: Proszę wybaczyć mi to pytanie na koniec, ale nurtuje mnie ono od początku. Jak powinien zachować się ojciec, który czuje pożądanie wobec ciała dorastającej córki?

JS: Przede wszystkim nie powinien się z tego powodu obwiniać – jest mężczyzną i taki stan ma prawo się pojawić. Nie powinien natomiast pobudzać się do fantazji erotycznych o córce, podglądać jej, wypytywać o sprawy intymne. Niech daje wyraz temu, że dostrzega jej kobiecość, ale z pozycji mężczyzny, który wewnętrznie, „po męsku” postanowił: „Córka nie jest po to, by zaspokajać moje potrzeby, zwłaszcza zmysłowe czy seksualne. Jest moim zadaniem – darem. Mam ją wspierać, inspirować, ostrzegać (mogę żartem pogrozić palcem, gdy dżinsy biodrówki zasłaniają tylko 20 proc. stringów). Możemy razem uprawiać sport, chodzić do teatru, cieszyć się zarówno jej gracją, jak i wewnętrznym wzrostem, poszukiwaniem swojego miejsca w życiu i drogi do szczęścia”.W języku hebrajskim jest unikalne słowo „nahes”. Oznacza ono bezinteresowną, bezwarunkową radość rodziców ze szczęścia i osiągnięć dzieci. Ojciec, który ma u swojego boku przepełnioną czułością żonę czy inną partnerkę, będzie spokojnie i z radością patrzył na swoją cudowną córkę. A więc najlepsza rzecz, jaką może zrobić dla córki, to zadbać o swoje związki…


Jacek Santorski Jacek Santorski – Pionier psychologii zdrowia i biznesu w Polsce. Zajmuje się również psychologią społeczną. Trener i dyrektor programowy Akademii Psychologii Przywództwa. Mówca, konsultant, coach, mentor, współwłaściciel Values – grupy firm doradczych. Ojciec trzech synów.